Rozmowa z Mózgiem: „Lubi pani się źle czuć”
terapeutka
Lubi pani się źle czuć.
JA
Mózgu, lubimy się źle czuć?
MÓZG
Nie.
JA
No właśnie.
MÓZG
Co to w ogóle za hipoteza?
JA
Poczekaj. Może ona nie mówi o tym, czy lubimy ten stan.
Może mówi o tym, że kiedy koszt robi się bardzo wysoki, nadal jedziemy dalej.
MÓZG
Oczywiście.
JA
Dlaczego?
MÓZG
Bo możemy.
JA
Czyli „lubi pani się źle czuć”...
MÓZG
Nie lubimy.
JA
Wiem. Ale może chodzi o: „Dlaczego, skoro koszt jest tak wysoki, nadal go płacisz?”
MÓZG
Aaaa.
MÓZG
To niech tak mówi.
JA
Ona tak mówi. Tylko w swoim języku.
MÓZG
Beznadziejny interfejs.
JA
Dobra. Spróbujmy jeszcze raz.
Wierzę, że dasz radę.
Pytanie brzmi: po co masz płacić ten koszt?
MÓZG
...
JA
No?
MÓZG
Nie wiem.
JA
Jak to nie wiesz?
MÓZG
Nigdy tego nie liczyłem.
JA
To co liczyłeś?
MÓZG
Czy dojadę.
Błąd w algorytmie
Przez lata mój system zadawał trzy pytania:
- Czy mogę?
Prawie zawsze: tak. - Czy istnieje rozwiązanie?
Prawie zawsze: tak. - Czy dam radę?
Zazwyczaj: tak.
Jeśli odpowiedź brzmiała „tak”, problem był uznawany za rozwiązany.
Tyle że brakowało czwartego pytania:
Czy koszt dalszego działania jest wart wyniku?
I to zmienia zaskakująco dużo.
Bo zdolność do zniesienia czegoś nie jest argumentem za tym, żeby to znosić.
Istnienie rozwiązania nie oznacza jeszcze, że warto ponosić jego koszt.
A „dam radę” mówi wyłącznie o wykonalności. Nie mówi nic o opłacalności.
Epilog: bagażnik
MÓZG
Przecież z rowerem nie było problemu.
JA
Nie?
MÓZG
Nie. Opracowaliśmy system. Zdejmujemy koło, składamy siedzenia, obracamy kierownicę, wkładamy rower pod odpowiednim kątem…
JA
Przez dwa lata.
MÓZG
Skuteczność sto procent.
JA
A terapeutka zapytała: „Czemu nie macie bagażnika na hak?”.
MÓZG
...
JA
No?
MÓZG
Nie było takiego problemu.
JA
Był.
MÓZG
Nie. Rower mieścił się w samochodzie.
JA
...
MÓZG
Co?
JA
Nic. Właśnie zrozumiałam cały problem.